poniedziałek, 8 kwietnia 2019

#21 " Sądzę, że nawet śmierć nie uczyniłaby takiego spustoszenia. Najbardziej cierpimy wtedy, kiedy czeka... " - recenzja książki "Płynąc ku przeznaczeniu" Weronika Tomala.

Dzisiaj przychodzę do was z książką "Płynąc ku przeznaczeniu" Weroniki Tomali. Przeniesiemy się po raz kolejny do słonecznej Hiszpanii. Pakujcie walizki, ulubione książki, dzwońcie do swoich przyjaciół i bukujcie bilety! Przez tą książkę, mam ochotę położyć się na plaży z tequilą w ręką i oglądać piękne widoki. Więc na co czekamy? Przechodzimy do recenzji!
Skromna studentka, Dominika, wyjeżdża na pierwsze, zagraniczne wakacje. Hiszpania do której jedzie z serdecznymi przyjaciółkami, zmieni jej życie na zawsze.To właśnie tam poznaje pracującego w hotelu, polskiego ratownika. Dawid przyjechał do Calelli w celach zarobkowych. Nie pierwszy już i nie ostatni raz. Oczekujący od losu spontanicznych przygód nie planuje miłości, bo wiedziony doświadczeniem boi się kochać. Pewny siebie, opryskliwy, egoistyczny. Czy to tylko pozory?

Jak każdy z nas wie, życie jest nieprzewidywalne i skrywa dużą ilość niespodzianek. Nie wiemy, co się przydarzy dzisiaj, a co dopiero jutro. Tak samo jest w tej książce. Weronika Tomala, znana jako blogerka, chciała spróbować swoich sił w pisarstwie. Pewnie myślicie czy jej się udało?

Możecie kojarzyć jej bloga "Kto czyta książki-żyje podwójnie", Z wykształcenia jest nauczycielką angielskiego. Ale przejdźmy do lektury. Dominika to studentka, która wraz z przyjaciółkami, chce odpocząć na wakacjach w Hiszpanii. Na miejscu poznaje Dawida - polski ratownik. Chłopak nie zachowuje się do niej bardzo miło, jednak z czasem zaczyna to się zmieniać.

Książka ta, to powieść obyczajowa, jednak można podpiąć ją do new adult.Jest ona oparta na schematach, ale wymusza od nas wszystkie emocje. Bardzo szybko wciąga i trudno się od niej oderwać. Może jest ona dość przewidywalna, ale to nie sprawia, że przy niej się nudzimy.

Autorka w doskonały sposób poprowadziła wątek miłosny. Uczucie między tą dwójką było im pisane. Kreacja psychologiczna bohaterów jest doskonale utworzona. Na koniec mamy ogromny zwrot akcji, który zaskakuje. Pojawia się dla nas niewiadoma dotycząca bohaterów. Chciałabym, aby pojawiła się druga część tej historii.  Książka ta, nakłoni was do przemyśleń, a także do łez.

A wy co sądzicie o tej książce? Piszcie śmiało w komentarzach!

niedziela, 7 kwietnia 2019

#20 "Jak można znajdować się w centrum czyjegoś świata i nawet nie zdawać sobie z tego sprawy." - recenzja książki "Opowieści z Akademii Nocnych Łowców".

Na samym wstępie, chciałabym was przeprosić za moją nieobecność na blogu. Miałam lekkie problemy techniczne, a także szkoła, narzuciła nam bardzo dużo materiału i masę lektur do czytania! Na szczęście już wszystko jest dobrze i będą się regularnie pojawiać wpisy. Dzisiaj przychodzę do was z książką "Opowieści z Akademii Nocnych Łowców", napisaną przez: Cassandra Clare, Sarah Rees Brennan, Maureen Johson, Robin Wasserman. Jestem bardzo wdzięczna portalowi  Jak kupować! Nawiązałam z nimi ostatnio współpracę i z ich dobrym serduszkiem, mogę zrecenzować tą pozycję! Bardzo się cieszę i już nie mogę się doczekać, aby zrecenzować dla was kolejną książkę.
Simon Lewis był człowiekiem i wampirem, a teraz staje się Nocnym Łowcą. Jednak wydarzenia „Miasta Niebiańskiego Ognia” odarły go ze wspomnień i Simon nie bardzo wie, kim jest. Wie, że przyjaźnił się z Clary i że przekonał skończoną boginię Isabelle Lightwood, żeby się z nim spotykała… ale nie ma pojęcia, w jaki sposób. Kiedy zatem Akademia Nocnych Łowców ponownie otwiera swoje podwoje, Simon rzuca się w nowy świat polowania na demony, zdecydowany odnaleźć siebie, odnowić dawne związki i stać się prawdziwym Nocnym Łowcą. Jednak wkrótce zdaje sobie sprawę, że w Akademii nic nie jest proste i oczywiste… 

Jak wiecie jestem wielką fanką książek Cassandry Clare, ale w szczególności świata Nocnych Łowców. Kiedy książka trafiła w moje ręce, nie mogłam opanować swojej radości. Jako jej stały czytelnik, biorę wszystko co wyjdzie z pod pióra pisarki. Już od pierwszej strony, kiedy pojawił się Simon, wiedziałam, że zakocham się w tej książce. Samo wspomnienia o bohaterach z Darów Anioła i Diabelskich Maszych, rośnie w moich oczach i chcę czytać więcej.

Jeśli chodzi o zbiory opowiadań, wypuszczone przez autorkę, to jestem w nich zakochana. Oczywiście wiem, że wśród nas są osoby, którym się nie podobały, ale no cóż,  każdy ma inny gust. Powiem wam, że ta książka, dużo się różni od "Kronik Bane". Co mi się na pewno nie podobało w tej pozycji? To, że kiedy przeglądamy książkę i patrzymy na spis treści mamy bardzo duży spoiler, czego nie ma w innych książkach tej autorki. Wiemy już po nim, czego możemy się spodziewać.

Simon to bohater, który w twórczości Clare nie odnalazł własnego miejsca.Zazwyczaj był bohaterem na poboczu, a w niektórych miejscach nawet irytował. Opowiadania pokazują nam od lepszej strony. Ukazują nam, prawdziwy charakter bohatera i tworzą z nami nierozwiązłą więź. Zyskuje on w naszych oczach szacunek. Simon jak wiemy, bardzo dużo przeszedł i wstąpienie do Akademii Nocnych Łowców, to rozwiązanie, aby odnaleźć własnego siebie.

Jak w każdej szkole, mamy podział na grupy- elita, czyli osoby w stu procentach z rodów Nocnych Łowców i ci niżej w hierarchii "przyziemni". Simon trafia do tych lepszych, choć sam jest bardzo zaskoczony tym faktem. Jednak po pewnym czasie, on czuje, że odstaje od grupy i dostrzega, że ta szkoła niczym nie różni się od amerykańskich. Wie, że na każdym kroku czyha śmierć, a stan budynku przeraża. Na szczęście Simon odnajduje w całym tym świecie przyjaciela.

Magiczne w tym wszystko było to, że pojawiali się bohaterowie z poprzednich części.Nie tylko w wspomnieniach bohatera! To taki powrót do całych serii, co oczarowało mnie w stu procentach w tej książce.

Ta książka, to idealna propozycja, dla osób, którzy chcą powrócić do świata Nocnych Łowców. Co ciekawe, to każde opowiadanie zaczyna się małym komiksem!




środa, 6 marca 2019

#19 Recenzja książki "Poniżej zera" Dan Smith.

Na samym początku, chce wam powiedzieć, że czytając tą książkę myślałam, że wybuchnę! Z tak dużą czcionką, to jeszcze nigdzie się nie spotkałam! Strasznie bolały mnie oczy, kiedy ją czytałam. Może kiedyś, wydawnictwo zmieni ją, kiedy będą wydawać następne egzemplarze. Po za tym, nie mogę wyrobić sobie zdania o niej...
„Poniżej zera” to pełna zwrotów akcji lektura, która oczarowuje bez reszty. Dan Smith, wielokrotnie nagradzany autor książek dla dzieci i młodzieży oraz thrillerów dla dorosłych, przenosi czytelnika na mroźną, mroczną Antarktydę, gdzie każdy krok prowadzi do kolejnego niebezpieczeństwa.Gdy samolot Zaka cudem unika rozbicia się na terenie antarktycznej bazy badawczej w jednym z najbardziej odizolowanych miejsc na Ziemi, chłopiec i jego rodzina trafiają w sam środek mrocznego, lodowatego koszmaru. Elektryczność nie działa, nie ma śladu mieszkańców. Szukając odpowiedzi, Zak zaczyna doświadczać niepokojących wizji, które mają związek z czymś tajemniczym i przerażającym, co ukrywa się głęboko pod lodem… 

Na pewno mogę przyznać, że jest to książka mrożąca krew w żyłach. Trzyma w napięciu do samego końca.
Zak, u którego wykryto szybko postępującego guza mózgu, zamiast zażywać słońca i wylegiwać się na plaży, wyrusza na wakacje wraz z rodzicami naukowcami oraz siostrą May do Bazy Zero na Antarktydzie. Wycieczka, która miała być ekscytująca, okazała się wielką katastrofą.

Gdyby nie czcionka, to stwierdziłabym, że od książki ciężko się oderwać. Historia jest mocno dopracowana, a klimat wylewał się z niej od samego początku. Mimo, że na zewnątrz nie poczuliśmy tego zimna, to czytając ją można uzupełnić braki. Możemy się cieszyć, że nie poczuliśmy tego na własnej skórze.

Bardzo zachwyciłam się światem przedstawionym, ale oprócz tego, za serce chwyciła mnie kreacja głównego bohatera. Jest on zdeterminowany, samodzielny oraz bardzo odważny. Nie poddaje się łatwo. Boi się, że jego życie może skończyć się szybko, ale nie wykorzystuje sytuacji- działa.

Ta książka to intrygujący, młodzieżowy thiller. Jest on o niezwykłym, magicznym klimacie, ale także o więziach rodzinnych, które są najsilniejsze. Moim zdaniem książka, w szczególności może się podobać fanom fantastyki i science fiction.

A wy co sądzicie o tej książce? Piszcie mi w komentarzach!

wtorek, 5 marca 2019

#18 " Możesz myśleć, co chcesz, ale pamiętaj, ze nigdy nie przeżyłeś tego, co ja." - recenzja książki "Imię mojej miłości" Sandi Lynn.

Nie przepadam za taką literaturą. Dostałam książkę od wydawnictwa Amber.Powiem wam, że nie oczekiwałam od niej nic wielkiego. Czytając opis, masz w głowię "50 twarzy Grey'a". W niej możemy ujrzeć, tradycyjny schemat: zwykła dziewczyna i tajemniczy, bogaty mężczyzna. Niestety, po przeczytaniu zaliczyłam, tą propozycję do słabej literatury.
Ona wie, czym jest zdrada i samotność. Czy seksowny milioner nauczy ją ufać miłości, czy znowu zostanie zraniona? Nigdy więcej żadnego mężczyzny. Zwłaszcza bogatego. Tak sobie obiecałam, kiedy odeszłam od mojego chłopaka. Brandon był bogaty, arogancki i traktował mnie jak śmieć. Byłam z nim ze strachu przed samotnością i z przyzwyczajenia… Ale spotkałam Simona Younga, młodego właściciela największej na świecie sieci luksusowych hoteli. Pragnął mnie, a ja przyjęłam wyzwanie... Wiedziałam, że Simon bawi się kobietami, ale zdecydowałam się zagrać w jego grę. Chciałam wypełnić pustkę, jaką czułam, a on, razem ze swoimi luksusami, mógł to zrobić. Miał połączyć nas tylko seks – bez zobowiązań i bez uczuć. Taka była umowa, ale oboje jej nie dotrzymaliśmy. Kiedy w końcu uwierzyłam, że jestem warta miłości, odkryłam, że może spotkać mnie najboleśniejszy zawód…

Czytając opinie innych osób, zaskoczyło mnie to, że jest tyle pozytywnych ocen. Niestety jak na mnie przystało, to co wszystkim się podoba, mi nie za bardzo. Po jej przeczytaniu poczułam się zażenowana jej poziomem. Nie jest ona w stu procentach w moim typie... Pewnie myślicie dlaczego? Już wam wszystko tłumaczę!
Po pierwsze język książki, przypomina sposób pisania opowiadań w podstawówce, albo gimnazjum. Już to sprawia, że od razu masz ochotę ją skreślić. Bohaterowie nie są dokładnie opisani. Słownictwo, którym się posługują jest mało skomplikowane, a nawet zbyt wulgarne.

Sama zakreślona historia, przez autora jest przewidująca. Opis zapowiada się nawet dobrze,lecz w ciągu czytania szybko można zmienić zdanie. Jest to książka na jeden wieczór. Ma 288 stron i moim zdaniem za mało, ponieważ odnoszę wrażenie, że w niektórych momentach autorka streszczała historię. Brak niektórych opisów np. pomieszczeń, bohaterów, co odbiera urok lekturze. 

Pomijając już, że nie przepadam za tym gatunkiem, to moim zdaniem książka jest bardzo słaba i niewymagająca od czytelnika skupienia. Jest tu bardzo dużo niedociągnięć, jedyne co ratuje tą książkę, to jej jakby druga część z perspektywy mężczyzny.

A wy co sądzicie o tej książce? Piszcie mi śmiało w komentarzach!

piątek, 15 lutego 2019

#17 "Taka jest siła prawdopodobieństwa:każdy odnajduje cząstkę siebie"- recenzja książki "Do zobaczenia w Barcelonie" Anny B. Kann.

Tego dnia przeniesiemy się do magicznej Barcelony, gdzie w tle usłyszymy rytmy flamenco. Usiądziemy przy głównej ulicy, w małej kawiarni, gdzie napijemy się kawy z przystojnym Hiszpanem. On będzie nam opowiadał o tradycji, aż w końcu poniesie was rytm muzyki i zaczniecie tańczyć. Tak, na ulicy! A czemu nie? Czasem można pomarzyć... Nie mogę doczekać się kolejnej części.
Przesycona gorącymi rytmami flamenco opowieść o tym, jak szukając szczęścia, niespodziewanie można odnaleźć samego siebie Trzy kobiety – przyjaciółki, rywalki – wyjeżdżają do Barcelony, by w najsłynniejszej katalońskiej szkole uczyć się flamenco.Małżeństwo Ewy rozpada się, a jedyną odskocznią od rzeczywistości jest dla niej taniec. Swoją pasję dzieli z Gośką, przyjaciółką i prawdziwym aniołem stróżem. Z Martą znają się niezbyt blisko…Wszystko zaczęło się jeszcze w Poznaniu, gdzie poznały Paco, przystojnego Hiszpana, mistrza flamenco i uwielbianego nauczyciela. Wakacyjny wyjazd, by to właśnie z nim kontynuować naukę, wydawał się doskonałym pomysłem.Ta podróż daje im jednak znacznie więcej, niż ktokolwiek mógł się tego spodziewać – odmienia ich życie w najbardziej nieoczekiwany sposób. Bo czy szczęście jest zawsze tam, gdzie go szukamy?

Wybieramy się do Barcelony z grupą kobiet zafascynowanych tańcem, a dokładniej flamenco. Jedna z nich Ewa, zorganizowała cały wyjazd, oczywiście on nie mógł się obejść bez ciężkiej pracy. Głównym elementem były kursy u jej nowej miłości - Paco ( w stu procentach Hiszpan).


Jeden wyjazd mamy przedstawiony z czterech perspektyw: Ewy,Grażyny,Paco i Marty. Cała historia zaczyna się od ukazania małżeństwa Ewy, które niby jest perfekcyjne, jednak pewnego wieczoru jej mąż wychodzi z domu bez słowa. Po kilku minutach dostaje wiadomość, że jedzie pomóc dawnej przyjaciółce i tym samym razem wyjawia jej, że nic do niej nie czuje. Nasza bohaterka o dziwo, nie jest zrozpaczona, ponieważ przeczuwała już od dawna. Można nawet uznać, że w duchu przygotowywała się na to.

Ewa, aby ożywić swoje życie, zapisała się na zajęcia z flamenco. Pojechała nawet na kursy, gdzie poznała Paco i zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Jednak po kursie musieli się rozstać, ponieważ ona wracała do domu, a on do Hiszpanii. Jednak ich kontakt się nie urwał. Codziennie do siebie pisali i wyznawali miłość. Oczywiście w języku hiszpańskim.

Dostrzegamy przemianę głównej bohaterki ze zranionej kobiety żyjącej w skostniałym związku do roztańczonej duszy w otoczeniu szczęścia i namiętności, którą dawał jej Paco. Mamy oczywiście przewrotność akcji, która zatraca nas w książce i budzi uczucie chęci przeczytania kolejnej części.


Książka ma w sobie jakiś czar. Czytając ją otacza nas aura Hiszpanii. Wchodzimy w historię całym sobą. Jesteśmy oczarowani tańcem, klimatem. Autorka przybliża nam piękno miasta, zabytków, a także flamenco. Dowiadujemy się podstawowych informacji. Po przeczytaniu, aż ma się ochotę oglądnąć występy i powiem wam, że każdy będzie zachwycony!


                                                                    Moja ocena: 7,5/10
Co sądzicie o tej książce? Piszcie mi śmiało w komentarzach!

wtorek, 12 lutego 2019

#16 "Czasami lepiej jest popatrzeć na coś z innej perspektywy niż zazwyczaj." -recenzja książki "Kawiarnia na końcu świata" John'a Strelecky.

Dzięki Wydawnictwu Aktywa, miałam możliwość zrecenzowania książki pt."Kawiarnia na końcu świata". To nie jest zwykła książka obyczajowa, na którą wskazują nam pierwsze rozdziały. Okazuje się, że zmusza czytelnika do przemyśleń. Czytając recenzję innych blogerów, zauważyłam, że wielu się podobała. Tylko dlaczego nie mnie?
W wieku trzydziestu trzech lat John doświadczył czegoś, co na zawsze zmieniło jego życie, i w przypływie natchnienia postanowił napisać Kawiarnię na końcu świata. Nie posiadał kierunkowego wykształcenia, które mogłoby mu w tym pomóc.

Czytając informację o samym autorze i jego dziele, możemy wywnioskować, że jest to debiut literacki, który znalazł się dość wysoko na listach. Oceniane jest równie bardzo dobrze. Ale jednak mi coś w tej książce nie pasowało, miałam niedosyt. Dla mnie była ona, jakby niedokończona i mało sprecyzowana.

Głównym bohaterem  jest sam autor - John. Jest on zmęczony nadmiarem pracy i postanawia zrobić sobie małe wakacje. Podróżuje samochodem. Zbacza z drogi, aż w końcu dopada go głód i brak paliwa. Na pustkowiu zajeżdża do "Kawiarni na końcu świata", która już od samego początku wydaje się intrygująca, ciekawa, ale zarazem dziwaczna.

Po wejściu wszystko wygląda zwyczajnie, ale kiedy zasiada do stołu miejsce staje się niezrozumiałe. Nie wie co się dzieje dookoła niego, dlaczego kelnerka mówi tajemniczo i potrafi wszystko wyczytać z jego twarzy i myśli. Zostaje zaskoczony i prosi o śniadanie.

Bohater spotyka ludzi, którzy próbują mu odpowiedzieć na pytania, które widnieją na okładce menu. Jednak co możemy wyczytać? Do książki trzeba podejść w inny sposób, nie można jej odczytywać dosłownie, ponieważ sami stwierdzimy, że jest ona nielogiczna i pokręcona. Na samym początku autor pokazuje nam drogę, przez którą każdy człowiek przechodzi.Jest ona codzienna i taka sama. Jednak po zboczeniu z niej dostrzegamy coś więcej niż pracę i pieniądze. Taka czynność otwiera nam oczy na świat.

Mamy przeróżne refleksje i sami sobie odpowiadamy na banalne pytania. Ukazana metafora jest bardzo ciekawa, ale w mojej opinii słabo przedstawiona przez autora. W pewnym momencie sam bardzo zakręca historię. Bohater cały czas pyta o to samo i zachowuje się jakby nie dochodziło nic do niego. Postradał rozum i nie wyróżnia się wielką inteligencją.

Książka jest bardzo krótka. Na jeden wieczór. Jednak mi czegoś w niej brakowało. Jeśli to był debiut literacki tego autora, to moim zdaniem dość słaby. Dla mnie jest ona nie dopracowana, zbytnio ogólna. Tematyka, którą poruszył jest bardzo ciekawa, ale żeby się w nią zagłębić trzeba coś więcej napisać niż tylko same ogólniki.

                                                                                             Moja ocena: 4/10
A wy co sądzicie o książce?Piszcie mi śmiało w komentarzach!

czwartek, 27 grudnia 2018

#15 "Stawiaj czoło wyzwaniom, a zapewnisz sobie szczęście." - recenzja książki "Pokój służącej" Fiony Mitchell.

Dzisiaj przychodzę do was z kolejną książką z Book Tour. Kiedy pojawiła się zapowiedź na stronie wydawnictwa, już wiedziałam, że muszę to przeczytać. Powiem wam, że book tour, to najlepsze co może być. To naprawdę bardzo fajna zabawa. Ale nie o tym dzisiejszy post. Przychodzę do was z recenzją książki "Pokój służącej" Fiony Mitchell. Więc radzę wam usiąść i wziąć do ręki kubek z zieloną herbatą.

Dolly i Tala – dwie siostry pochodzące z Filipin pracują w Singapurze jako pomoc w domach brytyjskich imigrantów. Mieszkają w pokoikach bez okien, usługują, sprzątają i wychowują dzieci swoich pracodawców. Są na każde zawołanie. Dolly zostawiła na Filipinach malutką córkę i żyje nadzieją, że kiedyś ją zobaczy. Tala jest niespokojnym duchem – pewnego dnia odkrywa popularnego wśród zamożnych mieszkańców metropolii bloga z poradami, jak traktować służące i jak wymusić na nich posłuszeństwo. Dziewczyna postanawia walczyć o prawa swoje i innych kobiet. Zakłada konkurencyjnego bloga z detalami opisującego okrutne traktowanie pomocy domowej.

To jest poruszająca opowieść o niewolnictwie i miejscu kobiet na świecie. Jest ona piękna, wyciskająca do łez, pokazująca piękno przyjaźni, macierzyństwa i walki o godność. W żadnej innej książce nie spotkacie tak silnych i walczących o swoje prawa kobiet. To coś niewiarygodnego. Cała akcja rozgrywa się w Singapurze w środowisku angielskich imigrantów.
   
             "Czasami trzeba po prostu odpuścić, a wtedy życie daje człowiekowi inny dar"

Mężczyźni zajmują się własnym biznesem, albo pracują w różnych firmach. Kobiety zajmują się działalnością dobroczynną i wychowują dzieci (choć podczas czytania, zbytnio tego nie widać). To drugie należy do służących, które przyjeżdżają, aż z Filipin. Kobiety te, zamieszkują w domach pracodawcy, niestety w najbardziej nie godnych miejscach (pomieszczenie gospodarcze, a nawet w pokojach bez okien, które dobrze też mogłyby służyć za saunę). 


                                                    "Nawet w najgorszych okolicznościach jest miejsce na radość."

Wśród wielu służących, my spotykamy się z Dolly i Talą. Mają w swoim ojczystym kraju dzieci: pierwsza maleńką córeczkę, a druga dwóch starszych synów. Znoszą ciężką pracę, ponieważ jedyna myśl, która ich motywuje jest lepsze życie dla swoich dzieci. Różnią się charakterem: Dolly jest cicha i uległa, a Tala jest uważana za odważną i walczącą o siebie, oczywiście z granicą, żeby nie wyrzuconą jej z pracy. Dzieje się tak, kiedy wchodzi na blog Vandy, który jest poradnikiem dla pań domów, który uczy jak postępować ze służącymi.


       'Stawiaj czoło wyzwaniom, a zapewnisz sobie szczęście."

Tala chce pokazać świat ze strony służących, chce ujawnić prawdę jak traktują je panie domu i sama daje rady jak powinny być traktowane. Aby to przekazać zakłada ona bloga "Blog Wymiataczki". Odnosi ona wielki sukces, wywołuje skandal nawet we własnym środowisku. Początkowo mamy do czynienia z nieśmiałymi wpisami, a potem Tala wpada w polemikę z poglądami Vandy.

Najciekawszą bohaterką jest Jules, która przejmuje się losem służących, która nie zatrudnia żadnej, co dziwi inne kobiety w jej środowisku.Tylko czasem przychodzi Tala, która jak twierdzi Jules, swoim uśmiechem rozświetla jej mieszkanie.

Powieść Fiony Mitchell to jej debiut! Wykorzystała w swojej książce, spostrzeżenia z pobytu w Singapurze i informacje o współczesnym niewolnictwie. Niby jest poruszany temat agencji pracy, jednak w rzeczywistości jest inaczej, wszelkie prawa są łamane. Kobiety boją się robić różne rzeczy na ulicy, czy w domach pracodawców, ponieważ boją się stracenia pracy.

Służące są traktowane w okropny sposób, śpią w pokojach bez okien, czy nawet klimatyzacji. Nie mogą korzystać z tych samych łazienek co inni, dostają same resztki ze stołu. Nawet nie mogą korzystać z basenu. Mają brak czasu wolnego. A związki z mężczyznami? Nie mogą to zabronione! Służąca jak zajdzie w ciąże od razu jest odsyłana do swojego kraju bez pieniędzy. Nie mogą zamknąć drzwi w swoich pokojach na klucz, każdy może do nich wejść. Niektóre nawet muszą dorabiać własnym ciałem, aby zarobić (najgorsze jest to, że wykorzystują je mężowie, pań dla których pracują). 

Mamy tutaj ukazaną opowieść o niewolnictwie w XXI wieku, o łamaniu praw człowieka. Czytając to, mamy wrażenie, że cofamy się o kilka lat,ale okazuje się, że to wszystko odgrywa się w naszych czasach. Książka ta, to walka z łamaniem praw, walka o godność tych kobiet w piękny sposób. Jest ona jedną z tych, które już od pierwszego rozdziału wywołają u ciebie łzy i chęć walki za te kobiety. Czytając to, możemy dostrzec sprzeczność w ludzkim świecie. Jak głowy państw walczą o coś, gdzie w niektórych państwach nadal mamy oznaki niewolnictwa. Ta książka powinna każdemu otworzyć oczy na sprawy, które muszą być zniwelowane! 

Książkę pochłonęłam jednym tchem. Co stronę ona szokuje. Budowała u mnie podziw dla tych kobiet, że dla swoich dzieci, potrafią poświęcić wszystko, nawet swoją godność. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że te kobiety nie narzekają swoim rodziną, nie mówią jak jest naprawdę. Kiedy rozmawiają przez Skype, ukazują się szczęśliwe, zapominają o wszystkich krzywdach, tylko jedyne co w tym momencie jest najważniejsze, że mogą przez minutę zobaczyć syna,czy też córkę. To jest coś niewiarygodnego. Naprawdę książka warta przeczytania i tylko w duchu się modlić o lepsze życie dla tych kobiet. 

A wy co sądzicie o tej książce? Macie w planach przeczytać ją?