czwartek, 27 grudnia 2018

#15 "Stawiaj czoło wyzwaniom, a zapewnisz sobie szczęście." - recenzja książki "Pokój służącej" Fiony Mitchell.

Dzisiaj przychodzę do was z kolejną książką z Book Tour. Kiedy pojawiła się zapowiedź na stronie wydawnictwa, już wiedziałam, że muszę to przeczytać. Powiem wam, że book tour, to najlepsze co może być. To naprawdę bardzo fajna zabawa. Ale nie o tym dzisiejszy post. Przychodzę do was z recenzją książki "Pokój służącej" Fiony Mitchell. Więc radzę wam usiąść i wziąć do ręki kubek z zieloną herbatą.

Dolly i Tala – dwie siostry pochodzące z Filipin pracują w Singapurze jako pomoc w domach brytyjskich imigrantów. Mieszkają w pokoikach bez okien, usługują, sprzątają i wychowują dzieci swoich pracodawców. Są na każde zawołanie. Dolly zostawiła na Filipinach malutką córkę i żyje nadzieją, że kiedyś ją zobaczy. Tala jest niespokojnym duchem – pewnego dnia odkrywa popularnego wśród zamożnych mieszkańców metropolii bloga z poradami, jak traktować służące i jak wymusić na nich posłuszeństwo. Dziewczyna postanawia walczyć o prawa swoje i innych kobiet. Zakłada konkurencyjnego bloga z detalami opisującego okrutne traktowanie pomocy domowej.

To jest poruszająca opowieść o niewolnictwie i miejscu kobiet na świecie. Jest ona piękna, wyciskająca do łez, pokazująca piękno przyjaźni, macierzyństwa i walki o godność. W żadnej innej książce nie spotkacie tak silnych i walczących o swoje prawa kobiet. To coś niewiarygodnego. Cała akcja rozgrywa się w Singapurze w środowisku angielskich imigrantów.
   
             "Czasami trzeba po prostu odpuścić, a wtedy życie daje człowiekowi inny dar"

Mężczyźni zajmują się własnym biznesem, albo pracują w różnych firmach. Kobiety zajmują się działalnością dobroczynną i wychowują dzieci (choć podczas czytania, zbytnio tego nie widać). To drugie należy do służących, które przyjeżdżają, aż z Filipin. Kobiety te, zamieszkują w domach pracodawcy, niestety w najbardziej nie godnych miejscach (pomieszczenie gospodarcze, a nawet w pokojach bez okien, które dobrze też mogłyby służyć za saunę). 


                                                    "Nawet w najgorszych okolicznościach jest miejsce na radość."

Wśród wielu służących, my spotykamy się z Dolly i Talą. Mają w swoim ojczystym kraju dzieci: pierwsza maleńką córeczkę, a druga dwóch starszych synów. Znoszą ciężką pracę, ponieważ jedyna myśl, która ich motywuje jest lepsze życie dla swoich dzieci. Różnią się charakterem: Dolly jest cicha i uległa, a Tala jest uważana za odważną i walczącą o siebie, oczywiście z granicą, żeby nie wyrzuconą jej z pracy. Dzieje się tak, kiedy wchodzi na blog Vandy, który jest poradnikiem dla pań domów, który uczy jak postępować ze służącymi.


       'Stawiaj czoło wyzwaniom, a zapewnisz sobie szczęście."

Tala chce pokazać świat ze strony służących, chce ujawnić prawdę jak traktują je panie domu i sama daje rady jak powinny być traktowane. Aby to przekazać zakłada ona bloga "Blog Wymiataczki". Odnosi ona wielki sukces, wywołuje skandal nawet we własnym środowisku. Początkowo mamy do czynienia z nieśmiałymi wpisami, a potem Tala wpada w polemikę z poglądami Vandy.

Najciekawszą bohaterką jest Jules, która przejmuje się losem służących, która nie zatrudnia żadnej, co dziwi inne kobiety w jej środowisku.Tylko czasem przychodzi Tala, która jak twierdzi Jules, swoim uśmiechem rozświetla jej mieszkanie.

Powieść Fiony Mitchell to jej debiut! Wykorzystała w swojej książce, spostrzeżenia z pobytu w Singapurze i informacje o współczesnym niewolnictwie. Niby jest poruszany temat agencji pracy, jednak w rzeczywistości jest inaczej, wszelkie prawa są łamane. Kobiety boją się robić różne rzeczy na ulicy, czy w domach pracodawców, ponieważ boją się stracenia pracy.

Służące są traktowane w okropny sposób, śpią w pokojach bez okien, czy nawet klimatyzacji. Nie mogą korzystać z tych samych łazienek co inni, dostają same resztki ze stołu. Nawet nie mogą korzystać z basenu. Mają brak czasu wolnego. A związki z mężczyznami? Nie mogą to zabronione! Służąca jak zajdzie w ciąże od razu jest odsyłana do swojego kraju bez pieniędzy. Nie mogą zamknąć drzwi w swoich pokojach na klucz, każdy może do nich wejść. Niektóre nawet muszą dorabiać własnym ciałem, aby zarobić (najgorsze jest to, że wykorzystują je mężowie, pań dla których pracują). 

Mamy tutaj ukazaną opowieść o niewolnictwie w XXI wieku, o łamaniu praw człowieka. Czytając to, mamy wrażenie, że cofamy się o kilka lat,ale okazuje się, że to wszystko odgrywa się w naszych czasach. Książka ta, to walka z łamaniem praw, walka o godność tych kobiet w piękny sposób. Jest ona jedną z tych, które już od pierwszego rozdziału wywołają u ciebie łzy i chęć walki za te kobiety. Czytając to, możemy dostrzec sprzeczność w ludzkim świecie. Jak głowy państw walczą o coś, gdzie w niektórych państwach nadal mamy oznaki niewolnictwa. Ta książka powinna każdemu otworzyć oczy na sprawy, które muszą być zniwelowane! 

Książkę pochłonęłam jednym tchem. Co stronę ona szokuje. Budowała u mnie podziw dla tych kobiet, że dla swoich dzieci, potrafią poświęcić wszystko, nawet swoją godność. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że te kobiety nie narzekają swoim rodziną, nie mówią jak jest naprawdę. Kiedy rozmawiają przez Skype, ukazują się szczęśliwe, zapominają o wszystkich krzywdach, tylko jedyne co w tym momencie jest najważniejsze, że mogą przez minutę zobaczyć syna,czy też córkę. To jest coś niewiarygodnego. Naprawdę książka warta przeczytania i tylko w duchu się modlić o lepsze życie dla tych kobiet. 

A wy co sądzicie o tej książce? Macie w planach przeczytać ją?  

wtorek, 25 grudnia 2018

#14 "Smutek jest ceną miłości" - recenzja książki "Z każdym oddechem" Nicholas Sparks.

Książka trafiła do mnie, dzięki organizowanemu Book Tour na Instagramie. We wcześniejszych latach, bardzo mało miałam styczności z Nicholasem Sparksem. Z tego co kojarzę, to przeczytałam tylko dwie jego książki (recenzje są oczywiście na blogu). Kiedy zobaczyłam ogłoszenie o organizowanej zabawie, pomyślałam: a czemu nie spróbować? No i przyszedł na mnie czas. Na poczcie odebrałam książkę i tak rozpoczęła się moja przygoda z kolejną książką Sparksa.
Hope jest w rozterce. Skończyła 36 lat, od sześciu lat ma chłopaka, ale na ślub raczej się nie zanosi. Tymczasem u jej ojca właśnie zdiagnozowano poważną chorobę. Hope postanawia więc odciąć się od wszystkiego, spędzić tydzień w wakacyjnym domku w Sunset Beach i zastanowić się nad swoją przyszłością.Tru, urodzony w Zimbabwe przewodnik safari, pojawia się w Sunset Beach, by poznać ojca i dowiedzieć się więcej o młodości matki.Gdy ścieżki dwojga obcych sobie ludzi niespodziewanie się krzyżują, wybucha pomiędzy nimi żarliwe uczucie. Wkrótce oboje staną przed trudnym wyborem: oddać się miłości czy spełnić obowiązek wobec rodziny? Posłuchać głosu serca czy rozsądku? 

Powiem wam, że przeczytałam tą książkę parę dni temu i dalej nie wiem co napisać w recenzji.Moim zdaniem i pewnie też wielu czytelników, to jest jedna z najlepszych jego książek. Pomysł z skrzynką na listy, w rozdziale "Bratnia dusza" oczarował mnie i już czułam, że to będzie prosta historia, opisana w romantyczny sposób.Poznajemy Hope i Tru, którzy totalnie poznają się przez przypadek... Dzięki pieskowi!

Liść ma w sobie coś wspaniałego- powiedział. - Mówi człowiekowi, żeby żył jak najlepiej i jak najdłużej, do czasu, gdy trzeba będzie odpuścić i pozwolić sobie na to, by odfrunąć z gracją.

 Ona przyjeżdża na ślub swojej przyjaciółki, on przylatuje z Zimbabwe na spotkanie z ojcem. Między nimi wybucha uczucie, które jest niespodziewane dla ich dwojga. Dużo rzeczy ich dzieli,zainteresowania, obowiązki. Ale nie mogą ze sobą być. Ona podejmuje decyzję za ich dwojga. 

Bez słowa wzięła go za rękę. Wstał z kanapy i poprowadziła go do sypialni. Tej nocy odkrywali siebie nawzajem, odnajdując w swoich ciałach dawną zażyłość i całkiem nową czułość. potem, leżąc obok Tru, hope patrzyła na niego z poczuciem spełnienia, które również odbijało się w jego oczach. Tego widoku brakowało jej całe życie.

Książka wciąga od pierwszej strony. Czyta się ją bardzo szybko. Po przeczytaniu zostaje przy nas niedosyt, że chce się więcej. Przed bohaterami stają trudne wybory. Czego moją słuchać?Serca czy może rozsądku? Te wszystkie rozterki, czy podążają właściwą drogą... Los chciał, aby się spotkali. Czytając kolejne rozdziały, coraz bardziej twierdzimy, że ich historia jest niewiarygodna, a nawet magiczna. 

Wiedział, że wkrótce się rozstaną,z jednocześnie był pewny, że Hope jest kobietą, z która chce spędzić resztę życia.

Chciałabym z wami porozmawiać o każdym rozdziale tej książki, ale wiem, że większość osób, która przeczyta tą recenzję, nie spotkała się na herbacie z tą książką. Dlatego, żeby nasza rozmowa bardziej szczegółowa miała miejsce, radzę wam ruszyć się i przeczytać tą książkę, bo naprawdę was ona oczaruje! 

 [...] wielu ludzi odgrywa w życiu role, które ich zdaniem trzeba odgrywać - zamiast być po prostu sobą.

A wy co sądzicie o książce? Piszcie śmiało mi w komentarzach! 

piątek, 14 grudnia 2018

#13 Jak to być producentem? - recenzja książki "Dzień Dobry TV" Diana Peterfreund.

Większość z wam może kojarzyć film, ale książka?Pierwsze słyszę! Powiem ci, że ja też. Wchodząc do księgarnie nie spodziewałam się,że wchodząc do księgarni, dostanę taką perełkę w swoje ręce! Podchodząc do tej lektury nie miałam żądnych oczekiwań... Nie wiedziałam czego się spodziewać po niej. Ale okazało się, że czytało się bardzo przyjemnie!
Z ostatniej chwili: młoda ambitna producentka lokalnego programu telewizyjnego zwolniona. Jej kariera blednie… tak jak jej beznadziejne życie uczuciowe. Becky Fuller rozpaczliwie potrzebuje pracy. Przyjmuje więc posadę w podupadającym porannym programie nowojorskiej stacji telewizyjnej. Ale fatalna oglądalność to zaledwie wierzchołek góry lodowej… Becky postanawia postawić program na nogi i zatrudnia legendarnego, ale i kapryśnego prezentera Mike’a Pomeroya, który od pierwszej chwili nie znosi drugiej prezenterki programu - Colleen Peck, byłej miss piękności równie kapryśnej jak on sam. Jedynym pocieszeniem Becky jest znajomość z przystojnym współproducentem. Ale problemy zawodowe nie służą rozkwitowi ich związku. Oglądalność spada z dnia na dzień, Mike i Colleen coraz częściej kłócą się przed kamerami, a Becky musi znaleźć sposób, żeby ocalić przyszłość programu, swoją pracę, reputację i miłość.

 Główna bohaterka jest totalną pracoholiczką, chce stać się najlepsza w swoim fachu i chce być spełniona w swoim zawodzie. Jej głównym celem jest postawienie na nogi programu śniadaniowego. Książka jest bardzo sympatyczna, lekka. Czyta się ją tak samo jak ogląda się film!

Cała opowieść jest przekazana nam w lekki i bardzo przyjemny sposób. Główna bohaterka jest bardzo roztrzepana ale pracowita, chce dopiąć swego.Autorka dostarcza nam dużo humoru i naprawdę obiecuję wam, że przy tej książce nie będziecie się nudzić.

Jednak to nie jest książka nie wiadomo jaka, ponieważ to zwyczajna, lekka książka na zimowe wieczory, ale to nie oznacza, że to zła propozycja!Niestety minusem jest to, że jest ona przewidywalna, nie ma zbytnio akcji zwrotnych, które nas zaskoczą. Nie musimy się bać, że stanie się coś, co nie jest po naszej myśli.

Książka może być dla osób, która interesuje się dziennikarstwem, ponieważ w przekomiczny sposób jest pokazany ten zawód.To również drugi powód dlaczego chwyciłam tą książkę! W przyszłości chcę zostać dziennikarzem! Proszę trzymajcie za mnie kciuki, a wy kim byście chcieli zostać, albo chcieliście? 

Myślę, że dużo nie da się opowiedzieć o tej książce, jest ona bardzo krótka i nie ma zbytnio szczegółowych opisów. Wszystko dzieje się szybko, ale z sensem. Po prostu musicie sami przeczytać tą propozycję i sami dojść do wniosku co o niej sądzicie.

Więc co sądzicie o tej książce? Piszcie śmiało w komentarzach!

środa, 12 grudnia 2018

#12 Święta mogą kojarzyć się z różnymi rzeczami - recenzja książki "Dynia i Jemioła.Nietypowe historie świąteczne" Anety Jadowskiej.

Wchodząc do księgarni, już wiedziałam, że muszę ją przeczytać. To już się wie, a nawet czuje w sercu. Myślałam sobie, że chce dostać tą książkę na święta, ponieważ to kontynuacja mojej ukochanej serii. Wiecie co?Nie spodziewałam się, że nastąpi to tak szybko! Tydzień po tej sytuacji przyszła do mnie przesyłka, właśnie z tą książką! Krzyczałam na ulicy ze szczęścia i w końcu dzisiaj mogę wam powiedzieć o moich rozważaniach na jej temat.
Świąteczny koniec roku, okres od Halloween do sylwestra . Oto magiczny czas między dynią a jemiołą
Dora Wilk, Nikita, Witkacy, Karma, Malina, Roman, Baal i inni przybywają z nowymi historiami. Burzliwe przygody i ciepłe opowieści – wszystko, czego trzeba, by przegonić zimową chandrę.Słodkie i ostre, romantyczne i całkowicie nieprzewidywalne. Opowiadania ze świata Thornu są jak czekoladki w doskonałej bombonierce. Nie poprzestaniesz na jednym.Najpyszniejsze opowiadania tej zimy!

Książka jest napisana nietypowo, ponieważ składa się ona z kilku opowiadań (można uznać, że świąteczne).Co roku polscy i zagraniczni autorzy zalewają nas masą propozycji na okres bożonarodzeniowy. W tym roku do tego grona dołączyła Aneta Jadowska. Jednak powiem wam, że w jej przypadku to nie jest przesłodzona lektura.


Wiedziała, że jestem przesądna i nigdy nie chodzę do wróżów i jasnowidzów. Uważałam, że to niepotrzebne kuszenie losu, bo i bez tego jest niczym wyszczekany i złośliwy nastolatek.

Historie zostały opowiedziane ze strony kobiet - najlepszych bohaterek tej serii! Z każdą stroną wręcz szalałam jak czytałam.Same tytuły opowiadań są bajkowe i zaostrzają apetyt. W całej książce najbardziej przypadły mi do gustu krótsze opowiadania, które wprowadzają nas w świąteczny klimat. Te dłuższe skupiają się na tym co zawsze w książkach pani Jadowskiej.



-Chodzi o to... widziałem reklamę. Ludzie mają takie magiczne, które zmienia przestrzeń w Dom - powiedział to tak, że słyszałam dużą literę w słowie ,,dom".
-Nie wiem, o czym mówisz - przyznałam szczerze.
-To się nazywa chyba Ikea (...)
Westchnęłam z ulgą (...)
-Stawiasz klopsiki - oświadczyłam kategorycznym tonem.
Niech nie myśli, że jestem taka zupełnie łatwa.


Zgodzę się z opisem książki! Jest ona jak bombonierka, a każdy rozdział to kolejna czekoladka. Im więcej czytasz, tym nie możesz przestać. Myślę, że nawet jeśli to jest nie typowa świąteczna książka, to moim zdaniem jest godna uwagi. Nawet dla osób, które nie czytały serii! Tak mówię prawdę!


Moja rodzina jest jak trufle. Rzadka, bezcenna i w dobrym stylu, ale w nadmiarze potrafi zabić smak nawet najbardziej wykwintnej potrawy. I ma zaskakująco wiele wspólnego ze świniami.

A wy co sądzicie o tej książce? Co czytacie tej zimy? 

niedziela, 25 listopada 2018

#11 Zawierucha polityczna jakich mało - recenzja książki "Srebrny kruk" Michała J. Sobocińskiego.

W końcu wróciłam do czytania fantastyki. Jestem zachwycona, ponieważ bardzo tęskniłam za tym gatunkiem. W moje ręce trafiła książka "Srebrny Kruk" Michała J. Sobocińskiego i żałuje, że nie jestem patronatem tego dzieła. Naprawdę napisana została na wysokim poziomie... Wczytując się w nią, nie mogłam od niej odejść, chciałam wiedzieć z każdą stroną co będzie dalej! Więc przechodzimy dalej do recenzji, ponieważ jest o czym opowiadać.
Niegdyś pewien człowiek, pracujący dla Czarnych Kapturów, tajnych służb Najjaśniejszej Republiki Modris, pouczył Vendoma Tasartira tymi słowami: „Pracujemy niestrudzenie we wszystkich zakątkach cesarstwa, aby przynosić jak najwięcej naszej republice. Mając w swej pamięci, jak wiele różnych narodów, kolejne pokolenia cesarzy, zdołały zgromadzić pod swym panowaniem, nauczyliśmy się, że szafowanie wiedzą nie jest kluczem do sukcesu. Fałszywa ignorancja, rzekoma niekompetencja okraszona powściągliwością języka, przebiegłość oraz spryt wiodą ku lukratywności. Modris osiągnęło dobrobyt poprzez działania, które wielu z honorowych mężów uznałoby za urągające ich godności lub nielogiczne. My, lud miasta, oficjalnie zgadzamy się z tymi przesłankami. Jednakże historia i religia uczy, że wszystko posiada dwie bądź więcej twarzy.”

Jeśli chcecie zabrać się do czytania tej książki, na pewno musicie bardzo się skupić. To nie jest lekka pozycja, to nie jest w stylu "Igrzysk śmierci", czy "Zmierzchu". Tutaj autor wymaga, abyśmy wytężyli swój umysł. Pojawiają się bardzo trudne nazwy bohaterów, miejsc. Sama książka jest dość skomplikowana, ale to nie działa na minus, wręcz przeciwnie, zachęca to czytelnika. Trzyma ona w napięciu.

Historia została obsadzona w autorskim świecie Oculum Mundi. Jesteśmy za kulisami największych  stronnictw Cesarstwa Ingradyjskiego. Mamy tutaj pięć pozornie niepołączonych ze sobą historii. Pod koniec dostrzegamy, że wszystko zostało zaplanowane i nic nie dzieje się przypadkowo! Historia z kolejnymi stronami coraz bardziej szokuje. Jestem bardzo zachwycona powieścią, mogę nawet powiedzieć, że została ona, napisana na bardzo wysokim poziomie. Za taką fantastyką tęskniłam!



- Nonsens, mości książę. Zaaranżowany przez księżną mityng ma na celu wysondowanie potencjałów oraz stanowisk w hipotetycznej sytuacji wewnętrznej naszego państwa - profesor odgarnął z twarzy szare włosy. - Dokonujemy tu analizy geopolitycznej poprzez studium domniemanych przypadków.
- Próżna naukowa gadanina - skwitował margrabia, maczając figę w słodkiej zalewie z maku.



Cała historia opowiedziana w książce wprowadza w krąg niejasnej intrygi prowadzonej przez profesora Vendoma Tasartira. Świat został utworzony specjalnie, aby usadowić zawieruchę polityczną. To jest tak pokręcone, że aż chcesz to chłonąć godzinami. Ilustracje stworzone do tej książki wprowadzają w nastrój całej książki. Czytając ją, miałam cały czas otwarte oczy szeroko. Co tam się dzieje!

A teraz, na co czekasz? Wchodzisz na stronę wydawnictwa www.abyssos.eu i zamawiasz! Nie może cię ominąć tak niesamowita książka fantastyczna... A jak już wiecie, rzadko przy jakich książkach się zachwycam, więc naprawdę mam powód!

A ty co sądzisz o książce? Piszcie mi w komentarzach!

czwartek, 22 listopada 2018

#10 Bądźmy tolerancyjni - recenzja książki "Twój Simon" Becky Albertalli.

Co mogę stwierdzić na sam początek? Hm... Już mam! Powiem wam o książce, która znalazła się w moich rękach przez przypadek, dzięki booktourowi. Znowu powtarza się sytuacja jak ze "Szmaragdowym wężem", że nie wiedziałam,o czym jest ta książka. Twierdziłam, że jest to typowa młodzieżówka o licealnej miłości. No wiecie, po części się sprawdziło, tylko tym razem miłość ta, nie tyczyła się kobiety i mężczyzny!
Każdy zasługuje na wielką miłość, prawda? Jednak historia 17-letniego Simona Spiera jest nieco skomplikowana. Simon jest fanem Harry’ego Pottera, nałogowym pożeraczem oreo, miłośnikiem muzyki alternatywnej oraz gejem. Nie ujawnił tego jeszcze nikomu ze swego otoczenia. Ukrywający swoją orientację seksualną szesnastoletni Simon uważa, że miejsce dramatów jest na scenie teatralnej. Jednak kiedy napisana przez niego wiadomość mailowa wpada w niepowołane ręce, pojawia się ryzyko, że jego wielki sekret ujrzy światło dzienne. A co gorsza w niebezpieczeństwie znajdzie się także Blue, chłopak, z którym Simon wymienia maile.W grupie przyjaciół Simona pojawiają się coraz częstsze spięcia, korespondencja z Blue z każdym dniem robi się coraz gorętsza, a spokojne dotąd życie zaczyna się dziwnie komplikować. Niechętny wszelkim zmianom Simon musi znaleźć sposób na wyjście ze swojego bezpiecznego kokonu, zanim zostanie z niego brutalnie wypchnięty – i to tak, żeby nie zrazić do siebie przyjaciół, uniknąć kompromitacji i nie zepsuć tego, co rodzi się między nim a najcudowniejszym i najbardziej tajemniczym chłopakiem, jakiego dotąd spotkał.

Już wam zapowiadam, że w kolejnych postach, będziecie mogli przeczytać o zestawieniu ze sobą książki z filmem (to będzie ciekawe). Ale przejdźmy do recenzji. Autorka ma bardzo lekkie pióro, książkę chłonie się dosłownie w godzinę (u mnie to się zdarzyło). To historia typowo miłosna, przełożona na miłość dwóch panów, którzy boją się ujawnić ze swoimi uczuciami!



Uśmiecham się do niego.
- Czyżbym był jednym z tych słodkich chłopaków, przy których tracisz całą śmiałość?
Zaciska palce na kierownicy:
- Jesteś tym jednym słodkim chłopakiem - odpowiada.


Jedyne nad czym można ubolewać przy książce, to mało opisów bohaterów. Nie można wyobrazić sobie jak oni wyglądają. W połowie dopiero można dowiedzieć się, że główny bohater, czyli Simon nosi okulary! To była bardzo ciekawa informacja.



- Co to jest Dementor?
Nie. Nie wierzę.
- Nie jesteś już moją siostrą.
- Aha, czyli coś z Harry'ego Pottera.

Autorka ma ciekawe poczucie humoru, nawiązuje w swoim dziele, do wielu młodzieżowych bestsellerów! Sam morał z powieści jest wspaniały. Nie zależnie jaką orientację wyznajesz, jaką masz religię, jaki masz kolor skóry, zasługujesz na szczęście i miłość. Mogę się śmiać, ponieważ Simon to męski odpowiednik mnie: jego zachowanie, miłość do Harry"ego Pottera, a przede wszystkim wielbienie OREO! Po prostu główny bohater bardzo przypadł mi do gustu! Mógłby w prawdziwym życiu zostać moim przyjacielem...


To bardzo denerwujące, że heteroseksualizm jest orientacją domyślną (tak samo zresztą jak biały kolor skóry), a jedyni ludzie, którzy muszą myśleć o swojej tożsamości to ci, którzy do niej nie należą. Hetero też powinni mieć swój coming out, a im bardziej żenujący i wstydliwy, tym lepiej. Zakłopotanie powinno być elementem koniecznym.


Książka chwyta się za temat, trudny do zrozumienia dla społeczeństwa. Żyjemy w czasach nowoczesnych, a u większości ludzi na świecie tolerancja, to odległy termin. Tę książkę nie powinna czytać osoba w nastoletnim wieku, ale także starsza, nawet rodzice osób homoseksualnych, hetero czy nawet bi. Rodzice dzieci różnej karnacji i religii. Trzeba zaszczepiać tolerancję wśród społeczeństwa. Książka nie pokazuje, że mamy od razu kochać te osoby, ale akceptować, nie wyrządzać im niepotrzebnych krzywd, ponieważ wszyscy jesteśmy tacy sami, nie zależnie od pobocznych czynników. Mamy wolny świat, to pomóżmy innym tak się czuć, a nie ograniczać ich, za to, na co nie mają wpływu. Tolerancja przejawia się we wszystkich kwestiach, tych najważniejszych, czy nawet tych błahych np. czy rano pijesz kawę, czy herbatę. Dzięki tej książce możesz otworzyć oczy na świat, że każdy jest tak samo ważny, jak ty!


A wy co sądzicie o książce i tolerancji? Piszcie mi w komentarzach!

poniedziałek, 19 listopada 2018

#9 Książka da ci ważną lekcje od życia - recenzja książki "Szmaragdowy wąż" Martyna Dziugieł.

Sama bym nie sięgnęła po książkę, gdyby nie booktour! Przyznam wam się, że wzięłam udział przez przypadek. Totalnie nic nie wiedziałam o książce. Po kilku tygodniach trafiła ona w moje ręce. Nie czytając opisu, popełniłam błąd. Oceniłam książkę po okładce. Nie była to pochlebna opinia. Nastawiłam się sceptycznie i nie za bardzo byłam przekonana do jej przeczytania. Po długich namyślaniach wzięłam się za nią. Jakie mam obecnie odczucia? Trochę jestem zmieszana do niej. Nie mogę powiedzieć, że ona była rewelacyjna ani że była tragiczna. Można stwierdzić, że książka mieści się w tym przedziale.
Szmaragdowy Wąż to historia jedenastoletniej Amandy, która najpierw w wypadku traci najlepszą przyjaciółkę, później rozstanie rodziców zmusza ją do przeprowadzki. Miasteczko, do którego się przenosi się wraz z matką, mieści się nad dużym jeziorem, pośród lasu. Tam dziewczyna zaczyna powoli odkrywać długo skrywane sekrety rodziny. Aby uratować najbliższych musi pokonać czającego się w okolicy upiora i jednocześnie uratować tytułowego Szmaragdowego Węża. Aby osiągnąć cel stawia czoło własnym lękom i uczy się czym jest prawdziwa przyjaźń i rodzicielska miłość.

Mogę zapewnić, że po przeczytaniu tej książki, coś zmieni się w twoim życiu. Zmienisz patrzenie na świat, inaczej spojrzysz na osoby, które cię otaczają, a także samo twoje myślenie stanie się jakby dojrzalsze. Jedynym moim zdaniem minusem jest to, że nie mogłam szybko się wkręcić w historię. Sceny szybko się zmieniały. Na samym początku już można zgubić wątek i pomylić się z postaciami.

Strach jest normalnym elementem życia. Ale nie powinien on być przeszkodą, ale popychać do przodu. Powinien mobilizować do podejmowania walki z samym sobą. Strach powstaje w głowie. Nie trzeba więc szukać go nigdzie daleko. Niestety najtrudniej jest dostrzec to, co jest najbliżej. Ale gdy już nam się to uda, wystarczy wyciągnąć rękę i pokonać przeszkodę.

Za co można pochwalić autorkę? W delikatny sposób balansuje na cienkiej granicy, jaką są trudne tematy. Pokazuje nam skomplikowane życie nastolatka i problemy, z którymi musi się zwierzyć. Kontrastuje nam to z siłą przyjaźni i rodzicielskiej miłości. Sceny w książce są krótkie i zwięzłe, lecz momentami moim zdaniem za szybko przeskakują, jak slajdy na prezentacji, na zajęciach.



- I tak właśnie wygląda życie? Człowiek jest skazany na wieczne niepowodzenia i na ból? Dlaczego nie można tak po prostu zatrzymać chwili?
- Ponieważ właśnie na tym polega urok życia. Rozwijamy się, ciągle idziemy dalej. Dlatego ludzie przychodzą i odchodzą. Zycie jest krótkie i należy je w pełni wykorzystać. Każdy dzień może okazać się twoim ostatnim, więc nie można tracić ani chwili. Czasami każdy potrzebuje zamknąć się w swoim pokoju i się wypłakać. Nikt nie jest z żelaza. Jednak zawsze należy się podnosić i iść dalej. Żyć dalej. I być szczęśliwym.


Sam pomysł na książkę nie jest zły, jednak po dłuższym namyśleniu się też coś mi przeszkadzało. Nie mogłam w głowie zobrazować sobie postaci, wszystkich magicznych wizji, czy też zjaw, ani magicznej krainy. Po prostu siedziałam, książka zaczęła się szybko czytać, ale w mojej głowie nie tworzył się obraz powieści (co ja uwielbiam). Brakowało mi tego. Bardzo mało opisów, z których nic nie można wywnioskować.

Sposób realizacji tematu, podjętego w powieści nie przypadł mi do gustu. Na prawdę po przeczytaniu, mam mieszane uczucia. Niestety to sprowadza się do tego, że nie sięgnę ponownie po tę książkę. Nie mówię, że ona była zła, czy tragiczna. Po prostu była dobra, ale nie wbijająca w fotel i niezaskakująca.

A wy co sądzicie o tej książce? Piszcie w komentarzach!